
pokłuci ranami starcy patrzyli, jak żony ich, pozarzynane, konały .
- Na co brać tego dzikiego? - wzrokiem wskazał przywiązanego do koniowiązu wałacha.. Ją Dominika. - I ostrożnie z ogniem!. - Znaczy sia pomylili my okręty! No i tak wpadli my w kałabanie, a czort karty rozdaje. Ania kolejny raz spłonęła rumieńcem wstydu, bowiem wśród pasażerów rozległy się śmieszki. Czwarty już raz szarpnęła marynarkę dziadka Kaźmierza, aż Pawlak zachwiał się niczym strach na wróble, w którego uderzył poryw nagłego wiatru. - A ty czego mnie tyrpasz a?!. - A jak? Już dawno temu znalazł samochód po perfumach matki.. - I po olejku do opalania - przypomniała Janeczka. - On by wywęszył ziarnko maku. I wcale nie ma błota, szosa prawie sucha. Rafał pogodził się ze zjawiskiem. Pojął ostatecznie, że możliwości Chabra nie mają granic i całą uwagę poświęcił pilnowaniu odpowiedniej odległości. Nie mógł dopuścić, żeby pomiędzy niego i psa wepchnął się jakiś inny samochód. Chaber nagle zwolnił. Pokręcił się, cofnął, obejrzał i ruszył w drogę, odchodzącą w prawo. Była to ulica, stały przy niej jakieś wille. Prowadziła ku Wiśle. -No proszę, tu skręcili! - powiedziała dumnie Janeczka.. Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd.. - Angielka, mówi pani? - pytał. - Nazwisko jednak brzmi jak włoskie. Podobno... Bolla?. Iwona wysiadła z motorówki, pocałowała Cichego i poszła w stronę pomarańczowego parawanu. Nie było na plaży faceta, żeby się za nią nie obejrzał. Miała to gdzieś. Nużyły ją prostackie zaczepki, które musiała odpierać przez ostatnie dziewięć lat, to znaczy od czternastego roku życia, kiedy to pierwszy raz w życiu poszła z koleżanką na dyskotekę w krótkiej spódniczce. O facetach miała równie stereotypowe mniemanie jak większość jej koleżanek. Dzielili się na tych, którzy chcieli iść z nią do łóżka i na tych, którzy dodatkowo chcieli za to zapłacić. Gdy pierwszy raz zobaczyła Cichego zaliczyła go do tych drugich. Ale gdy podszedł do niej w Royal Pubie zrobił na niej inne wrażenie. Rozbawił ją niecodzienną propozycją. Powiedział: "Nie chcę się z tobą przespać, dopóki sama nie zaproponujesz. To co, możemy teraz zatańczyć?" - był sympatycznie bezczelny. Oczywiście nie wierzyła, ale Cichy nie wracał do tematu łóżka. Spotykali się od dwóch tygodni, chodzili do kina, do "Imperium". Raz sama chciała go zapytać, czy może ma jakieś problemy, ale uprzedził ją; - "W ogóle to lubię sex i nic mi nie dolega. Mówię to na wszelki wypadek, gdybyś miała jakieś propozycje". I owszem miała, ale dopiero ostatniej nocy je zrealizowali i było cudownie. Gdyby mu powiedziała, że był jej trzecim chłopakiem w życiu, pewnie by nie uwierzył. Nie musiała jednak nic mówić, bo nie pytał. O nic nie pytał. Ona też. Mogli ze sobą przebywać godzinami nic nie mówiąc. Była szczęśliwa. Ostatnią noc przegadali do rana siedząc w łóżku, a o świcie zaczęli się kochać. Oboje byli tego spragnieni. Iwona nalała soku do szklanki i siadła pod parasolem. Chłopcy dali w końcu za wygraną. Byli zmęczeni. Wracali z wody niosąc żagle od surfingu nad głowami. Robert triumfował. Ostatnie dwa zakręty utrzymał się na wodzie. - Jeszcze tylko tydzień - śpiewał Kobra siadając na leżaku - a potem wszystko normalnie: rano śniadanko, obiadek, godzinka nienawiści. Cichy przetarł ręcznikiem włosy. Iwona podeszła do niego ze szklanką soku. - Ja tu zbuduję chatę - Cichy odsłonił jej włosy z twarzy i pocałował w usta. Robert stał za leżakiem Cleo i podjadał jej truskawki..